Ulubieńcy vol.1

Cześć!

Dzisiaj mam dla Was zestawienie moich ulubionych kosmetyków. Nie będą to ulubieńcy grudnia (zdecydowanie za rzadko zmienia mi się to, co lubię, żebym dała radę znaleźć odpowiednią grupę kosmetyków co miesiąc). Dlatego będą to po prostu ulubieńcy, czyli kosmetyki, bez których akurat teraz nie wyobrażam sobie życia 🙂

Pielęgnacja twarzy:
DSC_0636

 

od lewej:
1. La Roche Posay Effaclar H – mój ulubiony krem na zimę. Jest dość tłusty, ale nie ciężki, świetnie chroni skórę przed mrozem. Jednocześnie jest bardzo łagodny, nie zapycha i świetnie dogaduje się z moją alergiczną skórą z trądzikiem różowatym.
2. Bioderma Sensibio Eyes – bardzo lekki i nawilżający żel pod oczy – używam go codziennie i jest jednym z 3 kremów pod oczy, które mnie nie uczulają (pozostałe  to all about eyes z clinique i toleriane ultra z la roche posay używany jako krem pod oczy)
3. Galenic Soins Soleil – lekko rozświetlający samoopalacz, którego używam na twarz przez cały rok. Nakładam go mniej – więcej dwa razy w tygodniu i nie wyobrażam sobie bez niego życia (używam na codzień filtra 50, więc mam dość bladą skórę. nie ma go na zdjęciach, bo tego który mam teraz szczerze nie znoszę i czekam aż się wreszcie skończy 😉 ).

Makijaż twarzy:

DSC_0646DSC_0652

Zimą zmieniam podkład z płynnego na kremowy albo mineralny. Na zdjęciu Krem BB z MAC w kolorze Light Plus (jest dla mnie za jasny, ale nie było ciemniejszego, a musiałam stestować tą formułę) – używam go zamiast podkładu.

Korektor MAC Studio Finish NC30 – mój totalny must have, nie używam go tylko latem, jak jest gorąco. Swietnie kryje, nie przesusza skóry. Trzeba nałożyć go cieniutką warstwę, żeby nie zbierał się w załamaniach skóry i zmarszczkach.

Makijaż na codzień utrwalam pudrem Mineralize Skinfinish z MAC (kolor Medium lub Medium Plus – zależy na ile jestem opalona). Jest to ładnie kryjący puder, dający satynowe wykończenie.
Osoby z tłustą cerą lub uwielbiające mat mogą nie być nim zachwycone. U mnie jednak sprawdza się świetnie. Zawsze wrzucam go też do torebki, żeby móc dokonać poprawek w ciągu dnia. Latem przetestowałam go w ekstremalnych warunkach (temperatura ok 45 stopni) – sprawdził się rewelacyjnie i pięknie zakrywał moje zaczerwienione policzki.

Brwi:

DSC_0581DSC_0586

DSC_0583Youtube made me buy it! Słyszałam tak dużo dobrych opinii o tych produktach, że nie mogłam się powstrzymać i postanowiłam sprawdzić sama o co ten szum.

Kredka do brwi z Catrice w kolorze 020 Date With Ash-ton (<3 kocham już za samą nazwę) – używam, jak bardzo się spieszę. Trzyma się cały dzień nawet jak nie utrwalę jej jakimś cieniem. Pięknie podkreśla brwi.

Make Up For Ever Aqua Brow w kolorach 25 i 40 (używam na zmianę albo razem). Mam w ogólę słabość do serii „Aqua” – są to niezwykle trwałe i wodoodporne kosmetyki świetnej jakości. To, czy są warte swojej ceny każdy musi przemyśleć sam (podobnie zadziała brązowy żelowy eyeliner – np Inglota lub Vipery, czy kremowy zasychający cień w stylu color tatto z maybeline lub paint pota z MACa). Moim zdaniem jednak warto. Efekt jest naturalny, a brwi są przepięknie podkreślone. Nakładam go skośnym pędzelkiem z Hakuro.
Trzeba tylko pamiętać, że żeby kosmetyk nakładany na brwi był faktycznie wodoodporny i się nie mazał – trzeba je przypudrować.

Rzęsy:

DSC_0600

 

Zalotka turystyczna z Japonesque (można kupić bardzo podobną w Muji) – uwielbiam ją za to, że jest mała i plastikowa. Jest jedną z niewielu zalotek, których się nie boję. A przez to, że nie ma tych strasznie wyglądających długich rączek, odnoszę wrażenie, że mam lepszą kontrolę nad tym co robię.

Tusze do rzęs:
1. Lancome Hypnose Doll Eyes: pięknie podkręca rzęsy, świetnie nadaje się na codzień. Jego ogromną zaletą jest to, że pachnie różami. Zapach ten czuć tylko podczas aplikowania tuszu, później znika.
2. Mój ukochany tusz na deszczową pogodę: L’Oreal Double Extend Tubes. Zazwyczaj używam tylko tej czarnej części. Ladnie podkreśla rzęsy, jednak najlepsze w tym tuszu jest to, że świetnie się trzyma, mimo, że nie jest wodoodporny. Zeby go zmyć trzeba użyć po prostu ciepłej wody – zsuwa się wtedy z rzęs w formie tubek. Chciałabym, żeby wszystkie tusze tak miały, bo nie znoszę domywania resztek tuszu z rzęs wieczorem. A tu nie dość, że deszcz i śnieg  mi nie straszne, to jeszcze po prostu się go zdejmuje bez żadnego tarcia oka czy rozmazywania. <3
3. Bardziej spektakularny efekt pogrubionych i wydłużonych rzęs daje L’Oreal Lash Architect 4D. Uwielbiam efekt, który daje. Zawiera w sobie mikrowłókna, które oklejają rzęsy i sprawiają, że są one długie i pogrubione. Jednocześnie nie kruszy się i trzyma cały dzień. Ma szczoteczkę z dość krótkimi włoskami, którą uwielbiam. Ten tusz w wersji wodoodpornej miałam na rzęsach w dniu ślubu i sprawdził się świetnie.

Oczy:

DSC_0658

Palety cieni Ben Nye i Naked 2 – używam ich właściwie codziennie i do wszystkiego – od malowania oczu po konturowanie twarzy.
Czarna kredka to też u mnie must-have – na zdjęciu Smolder z MAC. Mimo, że nie jest wodoodporną żelową kredką, świetnie trzyma się na linii wodnej oka.
Złoty brokatowy eyeliner z NYX – pięknie rozświetla i ożywia spojrzenie. Jak nie mam czasu na makijaż, rysuję nim cienką kreskę wzdłuż linii rzęs, resztę powieki zostawiając tylko przypudrowaną. Odrobina złotego brokatu bardzo szybko zmieni makijaż dzienny w bardziej odświętny lub wieczorowy. Całkiem nieźle się trzyma i brokat nie sypie się po całej twarzy.
Duraline z Inglota – zmieni każdy sypki lub prasowany cień w eyeliner. Jako, że ostatnio dopadła mnie faza na różnokolorowe kreski, mam go cały czas pod ręką.

Usta:

DSC_0627 DSC_0612

Tu już szybko i bez rozgadywania się. Zdecydowanie rządzą u mnie jaskrawe kolory:

L’Oreal Infallible w kolorze Beyonce – na maksa żarówiasta chłodna czerwień
YSL Lip Laquer w kolorze 14 fuksja – lakier do ust, który pięknie się błyszczy, utrzymuje bardzo długo na ustach i działa jak stain. Czyli farbuje nieco skórę i po starciu błyszczącej warstwy zostaje nam na ustach delikatniejsza wersja koloru
–  Revlon Ultimate Sude w kolorze 035 (użyłam jej w tutorialu z wiśniowymi ustami) – piękny wiśniowy kolor. Przy nakładaniu miękki i maślany, zasycha do satynowego wykończenia
MAC Rebel – ciemna jaskrawa fuksja, trochę wpadająca w fiolet. Satynowe wykończenie. Latem mi nie podeszła, bo była za ciemna. Teraz mam ją non stop w torebce
– Kate Moss dla Rimmela nr 14 – moja ulubiona „cielista” pomadka – ma na tyle dużo koloru, żeby nie zrobić ze mnie trupa, ładnie wyrównuje koloryt ust i nie odwraca uwagi od makijażu oka.
Konturówka Currant MAC  – głównie do przyciemniania kącików ust (przy każdej czerwonej lub jaskraworóżowej pomadce)

Ufff! to się rozpisałam 😀

Mam nadzieję, że udało Wam się dobrnąć do końca 🙂
Jakie są Wasze ulubione kosmetyki? Napiszcie w komentarzach – chętnie wypróbuję coś nowego. A może używaliście czegoś z mojej listy? Co myślicie o tych kosmetykach?

Życzę Wam dobrego dnia!
Buziaki,
Aga

DISCLAIMER: każdą z tych rzeczy kupiłam sama i piszę o nich wyłącznie dlatego, że u mnie się sprawdziły i na prawdę są moimi ulubionymi kosmetykami 🙂

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

4 Comments

    • Ale że MAC, czy że wszystko? Fakt, sporo się wkradło produktów ze średniej i wyższej półki. Pewnie jakbym pisała tego posta za tydzień, wszystko by się zmieniło 😉
      Jak chcesz, mogę spróbować zrobić subiektywną listę świetnych kosmetyków w dostępnych cenach 🙂

  1. Po Twoim wpisie zaczęłam się poważnie zastanawiać nad kremem BB z MACa. Myślisz, że bardzo jasny odcień też sprawdzi się w zimie? Zimą lubie produkty, które pozwalają mi ograniczyć efekt ‚czerwonego nosa’, więc baaardzo kryjące. Ale ten krem niezmiernie mnie kusi ;))

    • Myślę, że wszystko zależy od Twojej skóry 🙂 sam produkt jest dość tłusty, więc chroni trochę twarz przed mrozem. Daje średnie krycie (ale tam gdzie trzeba więcej po prostu nakładam korektor). Żeby się trzymał koniecznie trzeba go przypudrować.
      Najlepiej iść do MACa i poprosić kogoś z obsługi, żeby dobrał Ci kolor i po prostu nałożył to na twarz. Na 100% doradzą coś sensownego 🙂

Dodaj komentarz: